-Zapraszam panie Aron!- krzyknęła ze swojego gabinetu, zwracając tym na siebie uwagę chłopaka, który tępo wpatrywał się z ciało leżące na stole. Jeszcze szok do końca z niego nie zszedł. To co widział jakieś dziesięć minut temu, całkowicie wytrąciło go z równowagi. Przez dość długi czas zastanawiał się po jaką cholerę wybrał właśnie zawód taki, a nie inny. Gdy usłyszał znaczące chrząknięcie dobrze wiedział co to oznacza. Zerwał się na równe nogi i w pośpiechu ruszył do biura swojej szefowej.
- Nie było tak źle, prawda?- spytała Andy uśmiechając się lekko. Twarz jej asystenta zmieniła barwę z różowej na bladą. Pokiwał w potwierdzeniu głową.
- Przepraszam, ja po prostu...- ciągnął zgarniając z twarzy figlarnie rozrzuconą grzywkę.- Ja po prostu nie jestem przyzwyczajony do oglądania takich widoków.- dodał.
- Zbyt długo nie dopuszczali cię do prosektorium. Zastanawiam się co ty zrobisz, jak przyjdzie ci otworzyć zwłoki.- zaśmiała się. Pokręciła w politowaniu głową, gdy jej asystent zrobił się zielony. Nie zwracając uwagi na jego stan, szybko podpisała wyniki sekcji i położyła na biurku. Wtedy po gabinecie rozeszło się ciche pukanie. Wiedziała, że osobnik jaki stał w drzwiach, prawdopodobnie podniesie jej ciśnienie, więc zanim uniosła wzrok, wzięła głęboki oddech.
- Czy wyniki już są?- spytał mężczyzna wchodząc do środka.
- Tak, wszystko jest w tej teczce.- mruknęła. Unikała jak mogła jego wzroku, ale wiedziała, że to zaburza jej profesjonalizm. Nawet nie zauważyła, jak detektyw stanął u jej boku.
- Pani doktor, może jakiś szczegółowy raport?- spytał sunąc palcem delikatnie po blacie ku jej dłoni.
- Aron, przynieś te dokumenty z mojego samochodu.- poleciła lekko speszona. Ten tylko porozumiewawczo kiwnął głową i ruszył ku wyjściu.- Zamknij drzwi- dodała. Kiedy asystent się ulotnił, Andy gwałtownie odskoczyła od Simons'a. Ten tępo spojrzał na nią i uśmiechnął się zalotnie.
- Czego ty ode mnie chcesz?!- spytała zdenerwowana.
- Ja? Niczego. Chciałem poznać szczegółowy raport z sekcji. Myślę, że to nie problem.- powiedział spokojnie. Kobieta miała ochotę zedrzeć z jego ust ten uśmiech, który był taki sztuczny. Mięśnie jego twarzy były mocno naciągnięte, przez co w kącikach jego oczu, pojawiały się lekkie zmarszczki. Przewróciła oczami, wiedząc, że takie gierki sprawiały mu wielka przyjemność i satysfakcję, że jest zbyt słaba by mu się oprzeć. Obeszła go szerokim łukiem i ruszyła do kostnicy. Detektyw podreptał w jej ślady. Otworzyła jedną z szuflad i wysunęła ciało leżące na metalowym stole. Zimno z chłodni, sprawiło, że na jej ręce pojawiła się gęsia skórka. Simons widząc to uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jego ego jeszcze bardziej wzrosło, widząc jej zakłopotanie. Nie zwracając na niego większej uwagi, zaczęła recytować.
- Denatka nie została uduszona, tak jak myślałam. Przyczyną było zatrucie arszenikiem. Na jej ciele znalazłam dużo zadrapań i siniaków. Te zasinienia na szyi i krwawienie podspojówkowe, powstały w wyniku duszenia jakimś paskiem bądź rzemykiem. To tylko doprowadziło do utraty przytomności. Znalazłam także krwiak podtwardówkowy, co jest dowodem na to, że została ogłuszona przez uderzenie jakimś, ciężkim i tępym narzędziem.- powiedziała na jednym wdechu. spoglądając na niego kątem oka, dostrzegła jak wytęża wzrok, skupiając się na jej twarzy. Zarumieniła się lekko, co nie było w stanie umknąć uwadze mężczyzny.- W jej włosach Aron znalazł jakiś proszek. Nie mam pojęcia co to jest. Laboranci już się tym zajmują.- skończyła.
- Czy masz doświadczenie z bronią?- rzucił niespodziewanie Simons. Patolog spojrzała na niego zdziwiona i zaszokowana jednocześnie.
- Czy to ma jakiś związek ze sprawą?- zająkała.
- Po prostu jestem ciekaw. Myślę, że byłabyś świetną partnerką w terenie.
- Wiem do czego zmierzasz i proszę cię, odpuść.- mruknęła wsuwając stół do szuflady. Zakładając włosy za ucho, wyminęła go i wróciła do swojego gabinetu.
- To masz czy nie?- nie ustępował. Andy westchnęła głośno i przymknęła na chwilę oczy. Kiedy ponownie je otworzyła, mężczyzna wlepiał w nią swoje spojrzenie.
- Słuchaj. Umiem sie posługiwać bronią, jeżeli ci o to chodzi.- warknęła i znów opuściła gabinet.- To już wszystko detektywie. Przepraszam, ale muszę wracać do domu. Skończyłam na dzisiaj swoją pracę.- dodała na odchodne, chwytając jednocześnie płaszcz w ręce. W drzwiach minęła się ze swoim asystentem.
Kiedy podenerwowana, szła korytarzem, przez przypadek wpadła na jednego z detektywów.
- Doktor Madyson? A pani dokąd?- spytał zdziwiony detektyw Miller.
- Już skończyłam pracę detektywie. Mam zamiar cieszyć się resztą swojego wolnego dnia.- mruknęła po czym wyminęła otyłego, lekko już siwiejącego mężczyznę. Ten mimowolnie przeniósł wzrok na Simonsa.
- Mówiłem Ci, że masz trzymać się od niej z daleka. Ona jest jednym z najlepszych patologów w Stanach. Jeżeli to spieprzysz, pociągnę cię do odpowiedzialności.- warknął Miller. Jego policzki nabrały rumieńców złości, a wystające brwi ściągnęły się w równa linię.
- Oczywiście szefie.- odparł zakłopotany mężczyzna.
Detektyw Alex Miller był chyba jedynym człowiekiem, jakiego szczerze Simons się obawiał, a jego długoletnia służba w policji, przekonała go, że trafiają się różne typy ludzi i z każdym trzeba obchodzić się w szczególny sposób.
wtorek, 8 października 2013
czwartek, 22 sierpnia 2013
Część II
Było gdzieś po dziesiątej, kiedy Andy
zaparkowała samochodem obok miejsca zbrodni. Szczerze mówiąc nie była
zadowolona, że w dzień wolny, kiedy miała w planie spędzić trochę czasu z
synem, wyciągają ją do pracy. Trzaskając drzwiami swojego czarnego SUV'a, dostrzegła
idącego w jej stronę jednego z policjantów. Jak zwykle ubrany w garnitur i te
jego słynne okulary przeciwsłoneczne. Lekki zarost dodawał mu uroku. Był bardzo
przystojny przez co nie raz bywał oblegany przez kobiety.
- Dzień dobry!- krzyknął z połowy
drogi.
- Witam detektywie Simons.- odpowiedziała
ze sztucznym uśmiechem. Zgrywała miłą, ale otwarcie nie przepadała za tym
gościem. Tym bardziej, że znany był z arogancji i chamstwa, którego nigdy za
wiele w tej robocie. Kątem oka spostrzegła, że jej asystent niezdarnie próbuje
utrzymać w biegu wszystkie dokumenty, jakimi miał obłożone ręce. Na samym
szczycie teczek ujrzała kawę, którą zawsze z rana miał dla niej zakupioną.
- Pani doktor, czy uraczy nas pani swoją
obecnością na miejscu zbrodni?- zapytał detektyw bezczelnie się uśmiechając.
Jego pewność siebie była irytująca, ale ze względu na to, że sama dobrze
jeszcze się nie odnalazła w tym otoczeniu, wolała trzymać język za zębami.
- Oczywiście detektywie.- mruknęła. W tym
czasie dołączył do nich jej asystent. Zdyszany podał jej kubek z kawę
promiennie się uśmiechając. - Aron, odłóż to proszę do mojego samochodu.-
powiedziała uprzejmie wskazując na teczki które trzymał w rękach. W jego
zielonych oczach malowała się wdzięczność. Potrząsnął lekko głową, a jego rude
włosy rytmicznie podskakiwały, jednocześnie opadając na piegowatą twarz. Pani
koroner wymijając gburowatego detektywa, z gracją podążyła w stronę zwłok. Zakładając
gumowe rękawiczki przekazała kubek z kawą jednemu z techników i pochyliła się
nad ciałem. Westchnęła cicho.
- Mamy jakieś dane?- spytała unosząc wzrok
na jednego z policjantów.
- Tak, laboranci znaleźli jej
legitymację szkolną. To Kate Anderson. Szesnaście lat. Mieszkała na Brooklynie.
Jej rodzice zgłosili zaginięcie dwa dni temu. Wyszła na imprezę i już nie
wróciła. - wyjaśnił mężczyzna.
- Dobrze, sprawdźmy co tutaj mamy-
powiedziała jakby sama do siebie. Zaczęła oglądać zwłoki. Dokładnie przyglądała
się każdym nieprawidłowością. Starała się zachować stuprocentowy
profesjonalizm, nawet wtedy, gdy pojawił się Simons i swoją obecnością zaczął
ją rozpraszać.
- Więc co mamy?- spytał podchodząc.
Przyniósł tym cień na ciało co skutecznie uniemożliwiło oględziny.
- Dziewczyna została pobita. Nie żyje od
jakiś dwudziestu czterech godzin. Na rękach widoczne są ślady walki. Biegła na
boso, na nogach są okaleczenia. Prawdopodobnie została uduszona, jednak
ostateczny werdykt wydam po sekcji zwłok. Bez tego nic nie mogę zagwarantować.-
mruknęła i unosząc się ściągnęła rękawiczki.- Czekam na ciało w prosektorium-
dodała odbierając swoją kawę.
- Skoro nie żyje od dwudziestu czerech
godzin to gdzie się podziewała przez wcześniejsze dwadzieścia cztery?- zapytał
wbijając wzrok w tylko sobie znany punkt.
- Tego już się sami musicie dowiedzieć.-
szepnęła kierując się w stronę samochodu. Szczerze było jej żal tej dziewczyny.
To było jeszcze dziecko w wieku jej syna. Nigdy nie chciałaby usłyszeć o
śmierci Matta.
Wsiadła do swojego samochodu, a obok niej zajął miejsce Eric Aron.
- Przygotujesz ciało do sekcji-
powiedziała odpalając silnik.- Musisz w końcu się wziąć za coś. Medycyna sądowa
to nie tylko wypełnianie dokumentów, a ty jako mój asystent, musisz się nauczyć
przebywać z trupami. Kiedy to opanujesz nauczę cię trzymać skalpel- dodała,
odjeżdżając z piskiem opon. Usłyszała tylko jak chłopak głośno przełyka ślinę.
środa, 21 sierpnia 2013
Część I
Na zegarku wybiła godzina 9:16. Andrea o tej godzinie zwykle była w pracy i pochylała się nad kolejną ofiarą zbrodni. Tym razem było inaczej. Nie dość, że do pracy nie poszła to jeszcze sprawa którą obecnie zajmowali się jej współpracownicy, nie została rozwiązana. Ten dzień zapowiadał się na dość ciężki. W gruncie rzeczy to dzień wolny, a dzień bez pracy to dla niej koszmar. Od rozwodu z Michaelem, starała się rzucić w wir obowiązków i nie myśleć o tym. Jak niemal każda kobieta w rozterce, wieczory spędzała przed telewizorem, oglądając jakieś romanse i wchłaniając niewiarygodne ilości lodów. Po wielu przemyśleniach, stwierdziła, że jej małżeństwo już dawno temu przestało istnieć, a trzymał je tylko jeden świstek z urzędu.
Światło dzienne bezczelnie wdarło się nieproszone do jej sypialni i zaczęło muskać jej twarz, budząc ją tym samym. Powoli otworzyła jedno oko, potem drugie, jednocześnie przewracając się na drugi bok. Wzrok zawiesiła przez chwilę na zdjęciu jej syna, które z ramce stało na stoliku nocnym obok łóżka. Po kilku minutach ciągłego wpatrywania się w fotografię, stwierdziła, że w sumie już nawet nie pamięta twarzy jego ojca. Przez wiele lat starała się o nim zapomnieć, aż w końcu się udało. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk tłuczonego szkła, dobiegający z kuchni. Automatycznie zerwała się z nogi i łapiąc z krzesła swój szlafrok, poszła do wspomnianego miejsca. Tam zastała Matta pochylającego się z miotłą i szufelką nad rozbitą miseczką. Oparła się o framugę drzwi i obserwowała jak jej syn zamiata szkoło. Miał na sobie tylko kraciaste spodenki i jak zwykle swoją ulubioną, szarą czapkę, którą Andy otwarcie nazywała "skarpetą" ze względu na jej kształt. Chłopak nawet nie wyczuł jej obecności. Wrzucił szkło do śmietnika, a miotłę i szufelkę odłożył na miejsce.
- A ty nie w szkole?- spytała po chwili, zwracając na siebie uwagę syna.
- Mamo jest sobota.- powiedział Matt wpychając do ust kilka płatków śniadaniowych.
- Ah, no tak.- mruknęła przecierając twarz ręką.- Jestem chyba trochę przepracowana i już nie kojarzę dni tygodnia- zaśmiała się siadając na krześle przy blacie kuchennym. Matthew, uniósł wzrok na matkę i lekko się uśmiechnął.
- Z czego się śmiejesz?- spytała kobieta zaczepnie naciągając mu czapkę na oczy. On tylko prychnął śmiechem poprawiając ją.
- Z niczego. Po prosu... Pierwszy raz od rozwodu się uśmiechnęłaś.- wyznał mieszając kilka czekoladowych kulek po blacie.- A ja lubię kiedy się śmiejesz- dodał spuszczając z niej wzrok.
- Teraz ty jesteś i już zawsze będziesz jedynym mężczyzną w moim życiu- szepnęła łapią go za policzek.
- Mamo...- mruknął prostując się na krześle.
- Ja cię po prostu kocham- szepnęła łapią go za rękę.
- Też cię kocham.
Ten przejmujący moment przerwał telefon Andy. Kobieta szybko zsunęła się z krzesła i chwyciła telefon z kieszeni szlafroka.
- Madyson- powiedziała do telefonu opierając się o szafkę kuchenną.
- Mamy trupa, potrzebujemy cię na miejscu zbrodni- powiedział głos z słuchawki.
- Przecież mam dzisiaj wolne. Zastępuje mnie inny patolog.- mruknęła obserwując jak Matt wrzuca do butelki z mlekiem płatki śniadaniowe.
- Niestety doktor Amber się rozchorował. Bardzo mi przykro, ale musisz wrócić do pracy.
- Dobrze. Będę w ciągu godziny- warknęła nie kryjąc swojego niezadowolenia. Rozłączyła się i wróciła na poprzednie miejsce.
- Kochanie muszę iść do pracy. Mamy ofiarę, a koroner który miał mnie zastąpić, jest chory.- szepnęła.
- W porządku, jedź. Obejrzę sobie jakieś filmy, może Tyler potem wpadnie.- uśmiechnął się upijając w butelki mleko.
- Zostawię ci kilka dolarów na jakąś pizze. Wrócę jak najszybciej.- powiedziała udając się do sypialni by przygotować się do pracy.
wtorek, 20 sierpnia 2013
Bohaterowie
Andrea (Andy) Madyson [przed rozwodem Corrino] główna bohaterka, 34-letnia pani patolog. Mieszkała w Los Angeles, ale gdy dowiedziała się o zdradach swojego męża, przeniosła się wraz z synem do Nowego Jorku. Od miesiąca pracuje w najlepszym laboratorium w mieście. Miała problemy z odnalezieniem się w nowym środowisku co utrudniało jej nawiązanie nowych znajomości w pracy, jak i w życiu towarzyskim. Jako dziecko straciła ojca. Jej matka mieszka w Miami, wraz z nowym partnerem, za którym Andy szczerze nie przepada. Ma tylko jedną siostrę z którą ma ciężkie kontakty. W wieku 18 lat zaszła w ciążę i urodziła syna. Jego ojciec, zostawił ją zaraz po narodzinach dziecka. Ma za sobą dwa nieudane małżeństwa i jest w trakcie trzeciego rozwodu.
Michael Corrino, mąż Andre'y. 37 lat, obecnie mieszka ze swoją kochanką w LA. Ma pochodzenie brazylijskie. Za wszelką cenę chciał odzyskać serce żony, jednak po kilku niepowodzeniach, poddał się. Ma czwórkę braci i siostrę. Gdy Andy wyprowadzała się z domu, wyznał jej, że ożenił się z nią tylko dlatego, że obawiał się deportacji. Nie akceptował syna swojej żony, dlatego go nie uznał.
Matthew (Matt) Madyson 16 lat. Syn Andre'y. Przez wiele lat musiał przymusowo akceptować partnerów swojej matki. Za każdym razem nie był przez nich uznawany. Kocha jeździć na desce, grać na gitarze i grać w koszykówkę. W przyszłości chciałby zostać agentem FBI. Po przeprowadzce do Nowego Jorku w porównaniu do swojej matki, nie miał problemu z odnalezieniem się nowym miejscu. Partnera swojej babci nazywa dziadkiem, mimo, że zna niechęć swojej matki do niego. Michaela nigdy nie nazwał ojcem. Uczy się przeciętnie.
MYŚLĘ, ŻE NA RAZIE TO WSZYSTKO. MUSZĘ OGARNĄĆ CO SIĘ BĘDZIE DOKŁADNIE DZIAŁ W TYM OPOWIADANIU. PODEJRZEWAM, ŻE W TRAKCIE, POJAWIĄ SIĘ JESZCZE INNE POSTACI.
Witam..
Ostatnio coś mnie oświeciło i postanowiłam coś stworzyć. Myślałam nad tym dość długi czas, aż w końcu dopięłam swego. Moja kochana wena opuściła mnie na bardzo długi czas, więc zamiast męczyć się nad napisaniem kolejnej notki SMacked, postanowiłam sobie zacząć pisać jakąś nową historię. Swoją, własną, wymyśloną. Teraz wszystko będzie musiało się potoczyć tak jak ja sobie tego zażyczę. Za każdym razem, kiedy chciałam założyć kolejnego bloga, myślałam nad czymś, co już jest. Teraz jest inaczej. To będzie coś innego, czego jeszcze nie było.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


