sobota, 11 stycznia 2014

Część V

~ "Boisz się Andreo. Ty się wiecznie czegoś boisz. Pokonaj ten strach, który bezkarnie tobą manipuluje. Nie pozwól, żeby to on tobą kierował przez całe życie."

No jakże miało by być inaczej? Nawet jej wewnętrzna poległa, wiedziała więcej o niej, niż ona sama. Leżała w łóżku nie mogąc zasnąć. Myślała. A raczej kręciła się z boku na bok, w nadziei, że w końcu znajdzie upragniony chłód. Jednak satynowa pościel zbyt szybko się nagrzewała i nawet nie stwarzała pozorów skorej do porozumienia. Na dodatek pomrukami niezadowolenia dawała jej znać, że takie miętoszenie wcale nie jest miłe. Ostatkami sił naciągała na chłodne ramiona kołdrę. Była wykończona, a jednak nie mogła zasnąć. Nawet już nie wiedziała czym tak się denerwuje. Przecież to było śmieszne... wręcz żałosne. Takie zachowanie można zarzucić rozkapryszonej nastolatce, a nie dorosłej kobiecie. Chore wmawianie sobie między innymi, że rozwód z Michaelem jest jej całkowicie obojętny, że Chris Simons nic nie znaczy. Uporczywe przekonywanie samej siebie, że to tylko przemyślenia, a nie stwierdzenia. Starała sama sobie zarzucić, że to przez przepracowanie zbyt dużo myśli. Czasami miewała wrażenie, że żyje w dwóch wyodrębnionych światach- tym którym żyje na co dzień i tym, który nawiedza ją każdej nocy, lub w porze jej filozoficznych przemyśleń.  
Nim się spostrzegła, zaczęło już świtać. Kolejna nieprzespana noc. Kolejny jakże pospolity dzień w pracy. Kolejne morderstwo, no i kolejne sprzeczki z Simons'em. No i jeszcze ta cholerna niedziela. Westchnęła głęboko.
- To tylko pięść godzin- mruknęła do siebie. Spojrzała w sufit, po czym zarzuciła sobie poduszkę prosto na twarz.- Pieprzyć to- dodała. Ten jakże cudowny moment przerwał drażniący dźwięk telefonu. Głupia melodyjka, jaka to zazwyczaj jest w iPhonie. Zsunęła poduszkę z twarzy i wyciągnęła rękę na nocny stolik łapiąc urządzenie, które zdradza jej obecność. Z zamkniętymi oczami nacisnęła guzik odbierający.
- Czego.- warknęła nie spoglądając uprzednio na wyświetlacz.
- Dzień dobry Pani Madyson.- powiedział uprzejmie detektyw Miller po drugiej stronie słuchawki. Andy automatycznie znalazła się w pozycji siedzącej, tak jakby to widział i miał ją zaraz ocenić za brak profesjonalizmu.
- Witam szefie.- wyjąkała starając się opanować drżący głos.
- Chciałbym aby pani stawiła się w moim gabinecie zaraz po przyjeździe do pracy.- wyrecytował niemalże na jednym wdechu.
- Oczywiście proszę pana.- powiedziała. Po rozmowie porzuciła telefon gdzieś w nogach łóżka.
No i po raz kolejny w niepewności przemykała przez korytarze tego cholernego laboratorium. Tym razem miała się stawić u swojego szefa. Będąc na zakręcie cicho westchnęła. Widziała go, jak niecierpliwie stuka palcami i o blat biurka. To nie wróżyło nic dobrego. Musiała się przełamać. Ścisnęła mocno pięści. Ruszyła w drogę, jakby w ogóle nie przerywała swojego kroku. Weszła do gabinetu.
- Dzień dobry.- odchrypnęła. Miller. Jak zwykle zachowujący swój profesjonalizm, tyran. To mogło być usprawiedliwieniem, dlaczego Simons się go tak obawiał.
- Miło Panią widzieć, Pani doktor.- odpowiedział wskazując na fotel stojący przed biurkiem. Andy niepewnie zajęła tam miejsce i obserwowała swojego szefa.
- Pewnie zastanawia się Pani, po co Panią wezwałem...- zaczął wyglądając przez okno. Skinęła głową. W sumie to zastanawiała się dlaczego, skoro i tak był odwrócony do niej tyłem. Odkaszlnął zacznie i odwrócił się do niej.
- Od jakiegoś czasu widzę, że detektyw Simons pozwala sobie na zbyt dużo względem Pani. Zastanawiam się, czy nie przenieść go do innego wydziału. Myślę, że w narkotykowym byłoby mu wygodnie- wytłumaczył z lekką ironią w ostatnich słowach.- Co Pani na to?- spytał po chwili. Andy lekko się zmieszała i złapała twarz w dłonie. Przetarła policzki i spojrzała na szefa. Miała coś powiedzieć, ale słowa jakby wyparowały z jej ust. Simons działał jej na nerwy, to można było stwierdzić bez żadnych "ale", jednak nie wyobrażała sobie pracy bez niego. Tego jest szarmanckiego, czasami szczerego uśmiechu. Tych niespodziewanych zbliżeń i gestów. Spojrzeń... No właśnie tych cholernie seksownych oczu.
Nawet nie zauważyła, że Miller zaczynał się jej przyglądać.
- Szefie, to nie jest konieczne. Bardzo lubię pracować z detektywem Simons'em.- wykrztusiła z siebie. Siwy policjant nieznacznie uniósł brwi z dziwieniu. Najwyraźniej spodziewał się innej odpowiedzi.- Skoro to wszystko, to pójdę już do siebie. Mam trochę roboty.- wyjąkała. Niemalże wybiegła z gabinetu, wpadając tym przez przypadek na jedną z laborantek. To była jej przyjaciółka, Arizona Richardson.
- Hej Andy, gdzie tak lecisz?- uśmiechnęła się promiennie. W jej szarych oczach tańczyły iskierki entuzjazmu. Przeczesała palcami swoje długie blond włosy i po raz kolejny uraczyła uśmiechem Panią patolog.
- Arizona, miło Cię widzieć. Właśnie wracam od Miller'a.- westchnęła.
- Coś przeskrobałaś? Rzadko tam gościsz. Co się stało?- spytała marszcząc brwi.
- Nie. Pytał mnie o coś...- odparła kobieta spuszczając wzrok z Arizony.
- Andy, jesteśmy przyjaciółkami, możesz mi mówić o wszystkim. To coś poważnego? Tylko nie mów mi, że znowu chodzi o Simonsa.- uniosła się laborantka.
- W sumie, to tak, ale nie denerwuj się. Wspominał, że chce go przenieść go narkotykowego- uspokoiła ją.
- W końcu. To bardzo dobry pomysł, nie będzie Ci w końcu utrudniał pracy. Czasami mam ochotę go rozszarpać.- zbulwersowała się.- To kiedy go przenosi?- zagadnęła po chwili. Andrea uciekła wzrokiem na bok i splotła za sobą dłonie.
- Właściwie, to go nie przenosi.- wypaliła, po czym szybko ile sił w nogach udała się do windy. Nie zwracała uwagi na krzyczącą za nią przyjaciółkę. Łzy w błyskawicznym tempie naszły do oczu i cisnęły się do uwolnienia. Ten dzień raczej nie należał do najlepiej zaczętych.                  

czwartek, 14 listopada 2013

Część IV

To była niemalże chwila, kiedy Andrea wpadła jak burza do swojego mieszkania. Rzuciła na stół torebkę i kluczyki. Pomrukiwała pod nosem, zapewne coś związanego z tym cholernym detektywem. Zerwała z siebie płaszcz i porzuciła go gdzieś w przedpokoju. Obok niego zajęły miejsce także wysokie szpilki, które nie litowały się nad nią w ciągu dnia. Podreptała do salonu. Wyglądało na to że Matt wyszedł. Na stoliku leżała kartka z taką właśnie informacją. Westchnęła i rozsiadła się na kanapie. Przez chwilę wpatrywała się w tylko sobie znany punkt. W końcu sięgnęła po laptopa, który leżał na dolnej półce szklanego stolika. Otworzyła go i od razu jej oczom ukazała się ikona ze skrzynką pocztową. Otrzymała jedną wiadomość. Jej ręka drżała od samego wspomnienia tego dnia. Przeciągnęła palcem po dotyku i najechała kursorem na pocztę. Kliknięcie wydało specyficzny dźwięk. Wiadomość była od jej mamy.

Nadawca: Mary Madyson
Temat: Wizyta
Data: 29 września 2012, 17:29
Odbiorca: Andrea Madyson   

"Andrea kochanie. Dawno nas nie odwiedzałaś. Tęsknię za tobą i Mattem. Kiedy złożysz nam wizytę? Wiem, że masz dużo pracy, bo w końcu to dopiero niecałe dwa miesiące, jak mieszkasz w Nowym Jorku, rozumiem. Co u ciebie? Co u mojego wnuka? Zadzwoń od czasu do czasu i daj znać, czy wszystko w porządku. Kocham Cię."

Po przeczytaniu mejla, serce zabiło jej mocniej i ścisnęło ją w żołądku, zważając także na fakt, że tą wiadomość otrzymała dwa dni temu. Faktycznie, zaniedbała swoją matkę, tak samo jak resztę rodziny. Ze swoją siostrą Kate widziała się ostatni raz w Boże Narodzenie dwa lata temu. Mimo, że nie miała z nią znakomitych relacji, była jej starszą siostrą i wypadało chociaż napisać SMS-a. Przetarła twarz dłońmi i zabrała się za odpisywanie.

Nadawca: Andrea Madyson
Temat: Przepraszam :(
Data: 1 października 2012, 15:47
Odbiorca: Mary Madyson

" Przepraszam, że nie odzywałam się przez tak długi czas, ale na prawdę mam bardzo dużo na głowie. Planowałam zadzwonić i zamienić chociażby kilka słów, ale za każdym razem coś mi wypadało. Można powiedzieć, że niefortunnie zaczęłam znajomość z jednym z detektywów z którym muszę pracować i trochę mnie to rozprasza. Co do Matt'a... w miarę dobrze radzi sobie w szkole. Ciężko zagonić mi go do odrabiania prac domowych ;) To już chyba leży w naturze nastolatków. Za każdym razem przypomina mi sie jak to było ze mną...;)
W tym roku obiecuję, że postaramy się z Mattem przyjechać na święta. Teraz już nie dzieli nas taka dużo odległość jak w zeszłym. Kocham Cię także." 

Po wysłaniu wiadomości do swojej matki, Andy zamknęła laptopa i odłożyła go na miejsce. Było dopiero przed szesnastą, a ona czuła się jakby nie spała od dwóch dni. Przeciągnęła się, po czym wstała i udała się do kuchni. Zaparzyła kawę. Usiadła przy kuchennym blacie. Jak zwykle zastała na nim taki sam stan, jaki Matt pozostawił po porannym śniadaniu. Kilka płatków porzuconych gdzieś obok misy z owocami, oraz butelka z mlekiem w którym także pływały czekoladowe kulki. Uśmiechnęła się lekko i wzięła w ręce swój czerwony kubek z kawą. Przystawiła go do ust chcąc pociągnąć łyk życiodajnego napoju. Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Podenerwowana wstała niechętnie i pokierowała się do korytarza. Kiedy otworzyła drzwi, jej twarz nabrała ponurego wyrazu, gdyż w progu stał detektyw Simons.
- Co pan tu robi detektywie?- spytała nie rozluźniając napiętych mięśni twarzy.
- Przyjechałem przeprosić i...- zaczął, jednak Madyson szybko mu przerwała. Nie chciała po raz kolejny słuchać tych jakże banalnych i mocno naciąganych wyrzutów jakie rzekomo miał.
- Nie chcę tego znowu słuchać. Już to przerabialiśmy i kończyło się zawsze na tym, że musiałam się z tobą męczyć przez cała sprawę.- warknęła.- A teraz przepraszam, ale jestem zajęta.- dodała chcąc zamknąć drzwi. Napotkała opór. Simons postawił nogę w progu. W tym momencie nie wyglądał na przejętego sytuacją.
- Daj mi dokończyć. Przyszedłem przeprosić i... zapytać, czy nie byłabyś zainteresowana pomocą mi w śledztwie.- wyjawił. Jego oczy złagodniały. Zmarszczki na czole uległy rozluźnieniu i nie wyglądał już na takiego gbura jakim był naprawdę.
- A wyglądam jakbym była? Słuchaj mam dużo własnych problemów i na prawdę nie mam nawet czasu dla syna. Dzisiaj znowu mnie wezwaliście mimo tego, że miałam wolne. Matt'a nie ma. Mam chwilę, żeby coś zjeść.- wyjaśniła opierając głową o drzwi.
- Mogę wejść?- spytał wskazując ręka na wnętrze mieszkania za jej plecami.
- Przepraszam, ale nie. Wiesz jak między nami jest i nie chce bardziej pieprzyć tych relacji. Jest dobrze.- mruknęła. Jego oczy poszarzały. Było widać, że ta odpowiedzieć w jakim sensie go zabolała. Twarz ściągnęła się i teraz przypominał mężczyznę na okładkach filmów kryminalnych. Kiwnął w porozumieniu głową i zszedł ze schodów wejściowych. Andrea z lekką niepewnością zamknęła drzwi i wróciła do kuchni.            

wtorek, 8 października 2013

Część III

-Zapraszam panie Aron!- krzyknęła ze swojego gabinetu, zwracając tym na siebie uwagę chłopaka, który tępo wpatrywał się z ciało leżące na stole. Jeszcze szok do końca z niego nie zszedł. To co widział jakieś dziesięć minut temu, całkowicie wytrąciło go z równowagi. Przez dość długi czas zastanawiał się po jaką cholerę wybrał właśnie zawód taki, a nie inny. Gdy usłyszał znaczące chrząknięcie dobrze wiedział co to oznacza. Zerwał się na równe nogi i w pośpiechu ruszył do biura swojej szefowej.
- Nie było tak źle, prawda?- spytała Andy uśmiechając się lekko. Twarz jej asystenta zmieniła barwę z różowej na bladą. Pokiwał w potwierdzeniu głową.
- Przepraszam, ja po prostu...- ciągnął zgarniając z twarzy figlarnie rozrzuconą grzywkę.- Ja po prostu nie jestem przyzwyczajony do oglądania takich widoków.- dodał.
- Zbyt długo nie dopuszczali cię do prosektorium. Zastanawiam się co ty zrobisz, jak przyjdzie ci otworzyć zwłoki.- zaśmiała się. Pokręciła w politowaniu głową, gdy jej asystent zrobił się zielony. Nie zwracając uwagi na jego stan, szybko podpisała wyniki sekcji i położyła na biurku. Wtedy po gabinecie rozeszło się ciche pukanie. Wiedziała, że osobnik jaki stał w drzwiach, prawdopodobnie podniesie jej ciśnienie, więc zanim uniosła wzrok, wzięła głęboki oddech.
- Czy wyniki już są?- spytał mężczyzna wchodząc do środka.
- Tak, wszystko jest w tej teczce.- mruknęła. Unikała jak mogła jego wzroku, ale wiedziała, że to zaburza jej profesjonalizm. Nawet nie zauważyła, jak detektyw stanął u jej boku.
- Pani doktor, może jakiś szczegółowy raport?- spytał sunąc palcem delikatnie po blacie ku jej dłoni.
- Aron, przynieś te dokumenty z mojego samochodu.- poleciła lekko speszona. Ten tylko porozumiewawczo kiwnął głową i ruszył ku wyjściu.- Zamknij drzwi- dodała. Kiedy asystent się ulotnił, Andy gwałtownie odskoczyła od Simons'a. Ten tępo spojrzał na nią i uśmiechnął się zalotnie.
- Czego ty ode mnie chcesz?!- spytała zdenerwowana.
- Ja? Niczego. Chciałem poznać szczegółowy raport z sekcji. Myślę, że to nie problem.- powiedział spokojnie. Kobieta miała ochotę zedrzeć z jego ust ten uśmiech, który był taki sztuczny. Mięśnie jego twarzy były mocno naciągnięte, przez co w kącikach jego oczu, pojawiały się lekkie zmarszczki. Przewróciła oczami, wiedząc, że takie gierki sprawiały mu wielka przyjemność i satysfakcję, że jest zbyt słaba by mu się oprzeć. Obeszła go szerokim łukiem i ruszyła do kostnicy. Detektyw podreptał w jej ślady. Otworzyła jedną z szuflad i wysunęła ciało leżące na metalowym stole. Zimno z chłodni, sprawiło, że na jej ręce pojawiła się gęsia skórka. Simons widząc to uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jego ego jeszcze bardziej wzrosło, widząc jej zakłopotanie. Nie zwracając na niego większej uwagi, zaczęła recytować.
- Denatka nie została uduszona, tak jak myślałam. Przyczyną było zatrucie arszenikiem. Na jej ciele znalazłam dużo zadrapań i siniaków. Te zasinienia na szyi i krwawienie podspojówkowe, powstały w wyniku duszenia jakimś paskiem bądź rzemykiem. To tylko doprowadziło do utraty przytomności. Znalazłam także krwiak podtwardówkowy, co jest dowodem na to, że została ogłuszona przez uderzenie jakimś, ciężkim i tępym narzędziem.- powiedziała na jednym wdechu. spoglądając na niego kątem oka, dostrzegła jak wytęża wzrok, skupiając się na jej twarzy. Zarumieniła się lekko, co nie było w stanie umknąć uwadze mężczyzny.- W jej włosach Aron znalazł jakiś proszek. Nie mam pojęcia co to jest. Laboranci już się tym zajmują.- skończyła.
- Czy masz doświadczenie z bronią?- rzucił niespodziewanie Simons. Patolog spojrzała na niego zdziwiona i zaszokowana jednocześnie.
- Czy to ma jakiś związek ze sprawą?- zająkała.
- Po prostu jestem ciekaw. Myślę, że byłabyś świetną partnerką w terenie.
- Wiem do czego zmierzasz i proszę cię, odpuść.- mruknęła wsuwając stół do szuflady. Zakładając włosy za ucho, wyminęła go i wróciła do swojego gabinetu.
- To masz czy nie?- nie ustępował. Andy westchnęła głośno i przymknęła na chwilę oczy. Kiedy ponownie je otworzyła, mężczyzna wlepiał w nią swoje spojrzenie.
- Słuchaj. Umiem sie posługiwać bronią, jeżeli ci o to chodzi.- warknęła i znów opuściła gabinet.- To już wszystko detektywie. Przepraszam, ale muszę wracać do domu. Skończyłam na dzisiaj swoją pracę.- dodała na odchodne, chwytając jednocześnie płaszcz w ręce. W drzwiach minęła się ze swoim asystentem.
Kiedy podenerwowana, szła korytarzem, przez przypadek wpadła na jednego z detektywów.
- Doktor Madyson? A pani dokąd?- spytał zdziwiony detektyw Miller.
- Już skończyłam pracę detektywie. Mam zamiar cieszyć się resztą swojego wolnego dnia.- mruknęła po czym wyminęła otyłego, lekko już siwiejącego mężczyznę. Ten mimowolnie przeniósł wzrok na Simonsa.
- Mówiłem Ci, że masz trzymać się od niej z daleka. Ona jest jednym z najlepszych patologów w Stanach. Jeżeli to spieprzysz, pociągnę cię do odpowiedzialności.- warknął  Miller. Jego policzki nabrały rumieńców złości, a wystające brwi ściągnęły się w równa linię.
- Oczywiście szefie.- odparł zakłopotany mężczyzna.
Detektyw Alex Miller był chyba jedynym człowiekiem, jakiego szczerze Simons się obawiał, a jego długoletnia służba w policji, przekonała go, że trafiają się różne typy ludzi i z każdym trzeba obchodzić się w szczególny sposób.    

czwartek, 22 sierpnia 2013

Część II

Było gdzieś po dziesiątej, kiedy Andy zaparkowała samochodem obok miejsca zbrodni. Szczerze mówiąc nie była zadowolona, że w dzień wolny, kiedy miała w planie spędzić trochę czasu z synem, wyciągają ją do pracy. Trzaskając drzwiami swojego czarnego SUV'a, dostrzegła idącego w jej stronę jednego z policjantów. Jak zwykle ubrany w garnitur i te jego słynne okulary przeciwsłoneczne. Lekki zarost dodawał mu uroku. Był bardzo przystojny przez co nie raz bywał oblegany przez kobiety.  
- Dzień dobry!- krzyknął z połowy drogi. 
- Witam detektywie Simons.- odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem. Zgrywała miłą, ale otwarcie nie przepadała za tym gościem. Tym bardziej, że znany był z arogancji i chamstwa, którego nigdy za wiele w tej robocie. Kątem oka spostrzegła, że jej asystent niezdarnie próbuje utrzymać w biegu wszystkie dokumenty, jakimi miał obłożone ręce. Na samym szczycie teczek ujrzała kawę, którą zawsze z rana miał dla niej zakupioną.
- Pani doktor, czy uraczy nas pani swoją obecnością na miejscu zbrodni?- zapytał detektyw bezczelnie się uśmiechając. Jego pewność siebie była irytująca, ale ze względu na to, że sama dobrze jeszcze się nie odnalazła w tym otoczeniu, wolała trzymać język za zębami.
- Oczywiście detektywie.- mruknęła. W tym czasie dołączył do nich jej asystent. Zdyszany podał jej kubek z kawę promiennie się uśmiechając. - Aron, odłóż to proszę do mojego samochodu.- powiedziała uprzejmie wskazując na teczki które trzymał w rękach. W jego zielonych oczach malowała się wdzięczność. Potrząsnął lekko głową, a jego rude włosy rytmicznie podskakiwały, jednocześnie opadając na piegowatą twarz. Pani koroner wymijając gburowatego detektywa, z gracją podążyła w stronę zwłok. Zakładając gumowe rękawiczki przekazała kubek z kawą jednemu z techników i pochyliła się nad ciałem. Westchnęła cicho.
- Mamy jakieś dane?- spytała unosząc wzrok na jednego z policjantów.
- Tak, laboranci znaleźli jej legitymację szkolną. To Kate Anderson. Szesnaście lat. Mieszkała na Brooklynie. Jej rodzice zgłosili zaginięcie dwa dni temu. Wyszła na imprezę i już nie wróciła. - wyjaśnił mężczyzna.
- Dobrze, sprawdźmy co tutaj mamy- powiedziała jakby sama do siebie. Zaczęła oglądać zwłoki. Dokładnie przyglądała się każdym nieprawidłowością. Starała się zachować stuprocentowy profesjonalizm, nawet wtedy, gdy pojawił się Simons i swoją obecnością zaczął ją rozpraszać.
- Więc co mamy?- spytał podchodząc. Przyniósł tym cień na ciało co skutecznie uniemożliwiło oględziny.
- Dziewczyna została pobita. Nie żyje od jakiś dwudziestu czterech godzin. Na rękach widoczne są ślady walki. Biegła na boso, na nogach są okaleczenia. Prawdopodobnie została uduszona, jednak ostateczny werdykt wydam po sekcji zwłok. Bez tego nic nie mogę zagwarantować.- mruknęła i unosząc się ściągnęła rękawiczki.- Czekam na ciało w prosektorium- dodała odbierając swoją kawę.
- Skoro nie żyje od dwudziestu czerech godzin to gdzie się podziewała przez wcześniejsze dwadzieścia cztery?- zapytał wbijając wzrok w tylko sobie znany punkt.
- Tego już się sami musicie dowiedzieć.- szepnęła kierując się w stronę samochodu. Szczerze było jej żal tej dziewczyny. To było jeszcze dziecko w wieku jej syna. Nigdy nie chciałaby usłyszeć o śmierci Matta.

Wsiadła do swojego samochodu, a obok niej zajął miejsce Eric Aron.
- Przygotujesz ciało do sekcji- powiedziała odpalając silnik.- Musisz w końcu się wziąć za coś. Medycyna sądowa to nie tylko wypełnianie dokumentów, a ty jako mój asystent, musisz się nauczyć przebywać z trupami. Kiedy to opanujesz nauczę cię trzymać skalpel- dodała, odjeżdżając z piskiem opon. Usłyszała tylko jak chłopak głośno przełyka ślinę.  

środa, 21 sierpnia 2013

Część I

Na zegarku wybiła godzina 9:16. Andrea o tej godzinie zwykle była w pracy i pochylała się nad kolejną ofiarą zbrodni. Tym razem było inaczej. Nie dość, że do pracy nie poszła to jeszcze sprawa którą obecnie zajmowali się jej współpracownicy, nie została rozwiązana. Ten dzień zapowiadał się na dość ciężki. W gruncie rzeczy to dzień wolny, a dzień bez pracy to dla niej koszmar. Od rozwodu z Michaelem, starała się rzucić w wir obowiązków i nie myśleć o tym. Jak niemal każda kobieta w rozterce, wieczory spędzała przed telewizorem, oglądając jakieś romanse i wchłaniając niewiarygodne ilości lodów. Po wielu przemyśleniach, stwierdziła, że jej małżeństwo już dawno temu przestało istnieć, a trzymał je tylko jeden świstek z urzędu. 

Światło dzienne bezczelnie wdarło się nieproszone do jej sypialni i zaczęło muskać jej twarz, budząc ją tym samym. Powoli otworzyła jedno oko, potem drugie, jednocześnie przewracając się na drugi bok. Wzrok zawiesiła przez chwilę na zdjęciu jej syna, które z ramce stało na stoliku nocnym obok łóżka. Po kilku minutach ciągłego wpatrywania się w fotografię, stwierdziła, że w sumie już nawet nie pamięta twarzy jego ojca. Przez wiele lat starała się o nim zapomnieć, aż w końcu się udało. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk tłuczonego szkła, dobiegający z kuchni. Automatycznie zerwała się z nogi i łapiąc z krzesła swój szlafrok, poszła do wspomnianego miejsca. Tam zastała Matta pochylającego się z miotłą i szufelką nad rozbitą miseczką. Oparła się o framugę drzwi i obserwowała jak jej syn zamiata szkoło. Miał na sobie tylko kraciaste spodenki i jak zwykle swoją ulubioną, szarą czapkę, którą Andy otwarcie nazywała "skarpetą" ze względu na jej kształt. Chłopak nawet nie wyczuł jej obecności. Wrzucił szkło do śmietnika, a miotłę i szufelkę odłożył na miejsce.
- A ty nie w szkole?- spytała po chwili, zwracając na siebie uwagę syna.
- Mamo jest sobota.- powiedział Matt wpychając do ust kilka płatków śniadaniowych.
- Ah, no tak.- mruknęła przecierając twarz ręką.- Jestem chyba trochę przepracowana i już nie kojarzę dni tygodnia- zaśmiała się siadając na krześle przy blacie kuchennym. Matthew, uniósł wzrok na matkę i lekko się uśmiechnął. 
- Z czego się śmiejesz?- spytała kobieta zaczepnie naciągając mu czapkę na oczy. On tylko prychnął śmiechem poprawiając ją.
- Z niczego. Po prosu... Pierwszy raz od rozwodu się uśmiechnęłaś.- wyznał mieszając kilka czekoladowych kulek po blacie.- A ja lubię kiedy się śmiejesz- dodał spuszczając z niej wzrok.
- Teraz ty jesteś i już zawsze będziesz jedynym mężczyzną w moim życiu- szepnęła łapią go za policzek.
- Mamo...- mruknął prostując się na krześle.
- Ja cię po prostu kocham- szepnęła łapią go za rękę.
- Też cię kocham.
Ten przejmujący moment przerwał telefon Andy. Kobieta szybko zsunęła się z krzesła i chwyciła telefon z kieszeni szlafroka.
- Madyson- powiedziała do telefonu opierając się o szafkę kuchenną. 
- Mamy trupa, potrzebujemy cię na miejscu zbrodni- powiedział głos z słuchawki.
- Przecież mam dzisiaj wolne. Zastępuje mnie inny patolog.- mruknęła obserwując jak Matt wrzuca do butelki z mlekiem płatki śniadaniowe.
- Niestety doktor Amber się rozchorował. Bardzo mi przykro, ale musisz wrócić do pracy.
- Dobrze. Będę w ciągu godziny- warknęła nie kryjąc swojego niezadowolenia. Rozłączyła się i wróciła na poprzednie miejsce.
- Kochanie muszę iść do pracy. Mamy ofiarę, a koroner który miał mnie zastąpić, jest chory.- szepnęła.
- W porządku, jedź. Obejrzę sobie jakieś filmy, może Tyler potem wpadnie.- uśmiechnął się upijając w butelki mleko.
- Zostawię ci kilka dolarów na jakąś pizze. Wrócę jak najszybciej.- powiedziała udając się do sypialni by przygotować się do pracy. 

wtorek, 20 sierpnia 2013

Bohaterowie


Andrea (Andy) Madyson  [przed rozwodem Corrino] główna bohaterka, 34-letnia pani patolog. Mieszkała w Los Angeles, ale gdy dowiedziała się o zdradach swojego męża, przeniosła się wraz z synem do Nowego Jorku. Od miesiąca pracuje w najlepszym laboratorium w mieście. Miała problemy z odnalezieniem się w nowym środowisku co utrudniało jej nawiązanie nowych znajomości w pracy, jak i w życiu towarzyskim. Jako dziecko straciła ojca. Jej matka mieszka w Miami, wraz z nowym partnerem, za którym Andy szczerze nie przepada. Ma tylko jedną siostrę z którą ma ciężkie kontakty. W wieku 18 lat zaszła w ciążę i urodziła syna. Jego ojciec, zostawił ją zaraz po narodzinach dziecka. Ma za sobą dwa nieudane małżeństwa i jest w trakcie trzeciego rozwodu. 


Michael Corrino, mąż Andre'y. 37 lat, obecnie mieszka ze swoją kochanką w LA. Ma pochodzenie brazylijskie. Za wszelką cenę chciał odzyskać serce żony, jednak po kilku niepowodzeniach, poddał się. Ma czwórkę braci i siostrę. Gdy Andy wyprowadzała się z domu, wyznał jej, że ożenił się z nią tylko dlatego, że obawiał się deportacji. Nie akceptował syna swojej żony, dlatego go nie uznał.


Matthew (Matt) Madyson 16 lat. Syn Andre'y. Przez wiele lat musiał przymusowo akceptować partnerów swojej matki. Za każdym razem nie był przez nich uznawany. Kocha jeździć na desce, grać na gitarze i grać w koszykówkę. W przyszłości chciałby zostać agentem FBI. Po przeprowadzce do Nowego Jorku w porównaniu do swojej matki, nie miał problemu z odnalezieniem się nowym miejscu. Partnera swojej babci nazywa dziadkiem, mimo, że zna niechęć swojej matki do niego. Michaela nigdy nie nazwał ojcem. Uczy się przeciętnie.

MYŚLĘ, ŻE NA RAZIE TO WSZYSTKO. MUSZĘ OGARNĄĆ CO SIĘ BĘDZIE DOKŁADNIE DZIAŁ W TYM OPOWIADANIU. PODEJRZEWAM, ŻE W TRAKCIE, POJAWIĄ SIĘ JESZCZE INNE POSTACI.

Witam..

Ostatnio coś mnie oświeciło i postanowiłam coś stworzyć. Myślałam nad tym dość długi czas, aż w końcu dopięłam swego. Moja kochana wena opuściła mnie na bardzo długi czas, więc zamiast męczyć się nad napisaniem kolejnej notki SMacked, postanowiłam sobie zacząć pisać jakąś nową historię. Swoją, własną, wymyśloną. Teraz wszystko będzie musiało się potoczyć tak jak ja sobie tego zażyczę. Za każdym razem, kiedy chciałam założyć kolejnego bloga, myślałam nad czymś, co już jest. Teraz jest inaczej. To będzie coś innego, czego jeszcze nie było.